Pytanie brzmi dość dramatycznie, ale warto odpowiedzieć na nie spokojnie i precyzyjnie.
Ekskomunika, zgodnie z Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 1331) jest najcięższą karą kościelną.
Trzeba jednak podkreślić w tym miejscu coś bardzo ważnego, że nie oznacza ona „wyrzucenia z Kościoła”.
Chrzest zawsze pozostawia niezatarte znamię i dlatego więź z Kościołem nie zostaje nigdy zerwana. Ekskomunika sama w sobie, jest karą leczniczą i ma przede wszystkim wstrząsnąć sumieniem, skłonić do refleksji i doprowadzić do nawrócenia. Osoba nią objęta nie może przyjmować sakramentów ani pełnić funkcji w Kościele, ale pamiętajmy, że zawsze droga powrotu istnieje.
W kan. 1364 §1 czytamy, że apostata, heretyk lub schizmatyk podlega ekskomunice i brzmi to naprawdę surowo – jednak prawo kanoniczne wymaga czegoś znacznie więcej niż emocjonalnego wpisu w internecie.
Aby zaistniała herezja w sensie prawnym, potrzebne jest świadome i uporczywe (łac. pertinacia) zaprzeczanie prawdzie wiary, która została definitywnie podana do wierzenia. Jednorazowy wybuch emocji, wątpliwość, a nawet ostra krytyka nie wypełniają automatycznie tych znamion, ponieważ prawo kościelne nie karze za kryzys wiary ani za zmaganie się z pytaniami.
Prawo kościelne reaguje dopiero na trwałe, świadome i publiczne odrzucenie prawdy wiary. Czy więc post na portalu społecznościowym może być herezją? Teoretycznie – tak , jeśli ktoś publicznie zaprzecza dogmatowi, odrzuca prawdę wiary definitywnie podaną do wierzenia, świadomie i uporczywie głosi treści sprzeczne z nauczaniem Kościoła.
Prawo kanoniczne zakłada jednak rozeznanie, dialog i troskę duszpasterską, a w praktyce znacznie częściej problemem nie jest formalna kara, lecz wewnętrzne oddalenie się od wspólnoty.
Dlatego zanim zapytamy „czy za ten post grozi mi ekskomunika?”, warto zapytać głębiej: „co moje słowa robią z moją wiarą i z moją relacją z Kościołem?”.
Korzystając z naszej witryny zgadzasz się na stosowanie przez nas cookies
Polityka prywatności