Zauważyłem, że wiele osób, których małżeństwo rozpadło się z powodu odejścia współmałżonka nosi w sobie ciche przekonanie, że wraz z tą bolesną historią skończyło się i zostało im odebrane miejsce w Kościele.
Osoba porzucona, która nie weszła w nowy związek i żyje samotnie, nie znajduje się poza życiem sakramentalnym Kościoła.
Sam fakt rozpadu małżeństwa nie jest przeszkodą w przystępowaniu do Komunii Świętej. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi jednoznacznie „Każdy ochrzczony, któremu prawo tego nie zabrania, może i powinien być dopuszczony do Komunii Świętej” (kan. 912).
Warto zadać sobie pytanie - czy samotność jest grzechem a czy np. zdrada drugiej strony i jej odejście powinno obciążać sumienie osoby wiernej przysiędze małżeńskiej?
Jeżeli osoba "poszkodowana" nie ma świadomości ciężkiej winy co do rozpadu małżeństwa, nie ma zatem prawa aby sama lub przez kogoś została wykluczona z Eucharystii (por. kan. 916).
Zauważyłem, że wielu ludzi oddala się od Kościoła nie dlatego, że odrzuca wiarę ale.. dlatego, że z pełnym przekonaniem twierdzi, iż „tak wypada".
I tutaj nasuwa się pytanie dla kogo tak wypada? - współmałżonka, ludzi, Pana Boga?
Kościół nie zamyka przed nimi drzwi - przeciwnie, zaprasza by nie rezygnowali z tego co jest źródłem siły i bardziej obrazowo - nie zrezygnowali ze swojego "prywatnego" miejsca w wybranej wcześniej kościelnej ławki.
Korzystając z naszej witryny zgadzasz się na stosowanie przez nas cookies
Polityka prywatności