Otrzymałem zapytanie dotyczące tego, jak w prawie kanonicznym rozumie się sytuację osoby, która mówi „jestem katolikiem, ale wierzę i żyję po swojemu”.
Spróbuję odpowiedzieć prosto i bez dystansu, bo to nie jest temat czysto teoretyczny.
W prawie kanonicznym katolik to nie tylko osoba ochrzczona, ale ktoś trwający w jedności z Kościołem
(kan. 204 §1).
Przynależność ta nie jest wyłącznie etykietą, ponieważ Kościół zakłada spójność wiary i życia (kan. 209 §1, kan. 750 §2).
Nie chodzi o doskonałość, ale o uczciwe przyjmowanie tego w co się wierzy.
W praktyce problem pojawia się wtedy, gdy ktoś chce korzystać z życia Kościoła, ale jednocześnie świadomie nie przyjmuje jego podstawowych zasad.
Uważam, że w sakramentach widać to szczególnie, ponieważ nie są one prywatną decyzją, tylko wymagają konkretnej postawy wiary (por. kan. 915)
Czasem najtrudniejsze nie jest to, że ktoś odchodzi z Kościoła ale to, że pozostaje w nim w "letniej bliskości" - takiej bliskości, która może nas podstępnie zwodzić. (Ap. 3, 15-16)
Korzystając z naszej witryny zgadzasz się na stosowanie przez nas cookies
Polityka prywatności