Kochanka na wieczorze kawalerskim a stwierdzenie nieważności małżeństwa.
Wieczór kawalerski lub panieński kojarzy się z „ostatnią nocą wolności".
Z punktu widzenia moralnego sprawa jest prosta - grzech ciężki. Sąd kościelny nie jest przecież trybunałem moralności lecz trybunałem prawa, a sama zdrada - nawet ta tuż przed ślubem – automatycznie nie unieważnia małżeństwa.
Małżeństwo w Kościele opiera się na zgodzie i jeśli obie strony w chwili ślubu chcą wyłączności, a zdrada była „jednorazowym upadkiem”, małżeństwo jest ważne, choć zranione na starcie.
Ale... diabeł tkwi w szczegółach (i kanonach).
Prawnik kanonista zapyta nie o sam czyn, ale o to, co działo się w głowie narzeczonego/narzeczonej. Istnieją trzy sytuacje, w których taki wieczór kawalerski może prowadzić do stwierdzenia nieważności małżeństwa.
Duchowo musimy odróżnić dwie rzeczy - ludzką słabość od duchowej pustki.
Jeśli narzeczony szczerze kocha, ale upadł pod wpływem chwili i alkoholu, a potem z przerażeniem i żalem stanął przed ołtarzem – sakrament jest ranny, ale prawdopodobnie ważny ponieważ Bóg wchodzi w ludzką biedę, by ją leczyć.
Jeśli jednak zdrada była wynikiem cynizmu, braku szacunku do narzeczonej lub przekonania, że „jeden raz nic nie zmienia”, to mamy do czynienia z kłamstwem sakramentalnym.
Korzystając z naszej witryny zgadzasz się na stosowanie przez nas cookies
Polityka prywatności